Serwis poświęcony

40. rocznicy

powstania Solidarności

Strefa administratora

Fenomen KOR

Fenomen Komitetu Obrony Robotników polegał na połączeniu wysiłków wielu środowisk w imię wspólnego celu, mimo całkowicie odmiennych biografii, doświadczeń życiowych i światopoglądów poszczególnych osób.

Ks. Jan Zieja wita się z Jackiem Kuroniem

zdjęcie: Archiwum IPN

2020-07-20

Pod dokumentem założycielskim KOR, ogłoszonym 23 września 1976 r., widniało czternaście podpisów. W ciągu roku liczba członków wzrosła do dwudziestu sześciu. Fundamentalne różnice ideowe i polityczne od początku były oczywiste, ale coraz większą rolę zaczęły odgrywać wraz z zakończeniem bezpośrednich działań na rzecz ofiar represji za udział w buncie czerwcowym ’76 i utworzeniem jesienią 1977 r. w znacznie zmienionym składzie Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”.

W pierwszej kolejności chodziło o zbudowanie osłony dla akcji pomocy dla prześladowanych, zorganizowanej przez środowisko Czarnej Jedynki, czyli 1. Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. Romualda Traugutta, za sprawą dawnego drużynowego Antoniego Macierewicza[1]. Realizacja projektu stała się możliwa dzięki nieprzejednanemu stanowisku jego i Piotra Naimskiego (w przeszłości komendanta 1. WDH)[2], a także poparciu ze strony mecenasa Jana Olszewskiego[3] i Jana Józefa Lipskiego. Na ostatnim etapie do inicjatywy przyłączył się Jacek Kuroń, przebywający na krótkiej przepustce w trakcie odbywania przymusowych ćwiczeń wojskowych. Początkowa formuła Komitetu przewidywała powołanie jawnej reprezentacji z postaci o znanych nazwiskach i cieszących się społecznym uznaniem, wobec których władza raczej nie zdecydowałaby się na zastosowanie ostrych form nacisku. Z czasem KOR rozszerzał zakres i metody działalności, ale wciąż miał na względzie „amnestię dla skazanych i aresztowanych oraz przywrócenie wszystkim represjonowanym pracy”.

W przestrzeni publicznej i w rezultacie w historiografii dominowała przez lata narracja, jakoby największą rolę w dziejach Komitetu odegrała tzw. lewica laicka[4]. Korzystała z tego, przedstawiając się jako jedyny prawowity spadkobierca korowskiej spuścizny[5]. Tymczasem o wewnętrznym zróżnicowaniu mówiło choćby oświadczenie wydane na okoliczność rozwiązania się KSS „KOR” dokładnie w piątą rocznicę istnienia: „Stanowiliśmy grupę osób o różnych przekonaniach politycznych i światopoglądowych. […] Byli wśród nas ludzie różnych pokoleń, tradycji, orientacji ideowych. Łączyła nas troska o wszystkich skrzywdzonych i bitych. Pragnęliśmy dawać temu świadectwo – bez względu na zagrożenie osobiste, bez względu na polityczną taktykę, bez względu na to, kim jest prześladowany”. Korowców zjednoczyło przekonanie, że „najwłaściwszą drogą w celu położenia tamy bezprawiu jest solidarne działanie społeczeństwa, tworzenie niezależnych instytucji społecznych, które wyrażając wolę poszczególnych grup, skutecznie bronią praw obywatelskich”.


Zanim przyszedł sierpień