Serwis poświęcony

40 rocznicy

powstania Solidarności

Strefa administratora

Droga do strajku

Przełomowym momentem dla konsolidacji struktur związkowych na Podbeskidziu był strajk, który w początkach 1981 roku ogarnął całe województwo bielskie.

Władze administracyjne woj. bielskiego – od lewej: wojewoda bielski Józef Łabudek i jego zastępcy Jan Wałach i Antoni Urbaniec

zdjęcie: Archiwum podbeskidzkiej Solidarności

2021-02-02

Od samego początku działacze podbeskidzkiego NSZZ „Solidarność” wychodzili z założenia, że ich celem jest nie tylko walka o prawa pracownicze, ale także obrona interesów mieszkańców województwa bielskiego. Strajk przyspieszył proces konsolidacji struktur związkowych wokół jednego ośrodka dla całego województwa. Wtedy pojawiła się także nazwa Podbeskidzie, wspólna dla całego regionu. Wcześniej poszczególne komisje zakładowe NSZZ „Solidarność” rejestrowały się nie tylko w Bielsku-Białej, ale też w Małopolsce, Jastrzębiu-Zdroju, a nawet w Katowicach. Strajk ze stycznia i lutego 1981 roku nie tylko zjednoczył związkowców w walce z nadużyciami, ale także przekonał ich, że jedynie wspólne struktury regionalne Solidarności w województwie bielskim są gwarancją sprawnego działania i sukcesu.

Podbeskidzki strajk generalny Solidarności był pierwszym w skali całego kraju protestem o wymiarze politycznym. Robotnicy wystąpili przeciwko przejawom nadużyć i pospolitych przestępstw kryminalnych ludzi z ówczesnego aparatu władzy oraz lokalnych funkcjonariuszy PZPR. Przywódca MKZ „Solidarność” w Bielsku-Białej Patrycjusz Kosmowski był zwolennikiem wykorzystania energii społecznej, jaka pojawiła się w wyniku Sierpnia '80. 20 listopada 1980 r. grupa związkowców udała się na salę posiedzeń Wojewódzkiej Rady Narodowej (WRN), by podnieść kwestię ukrócenia nadużyć włodarzy województwa bielskiego. Gdy spotkali się z lekceważeniem, ogłosili, że pozostaną na miejscu do skutku – czyli aż do przyjazdu komisji rządowej. Dziś wiemy, że lokalne władze KW PZPR optowały za usunięciem związkowców siłą, co mogło doprowadzić do wydarzeń podobnych do tych, jakie potem miały miejsce w Bydgoszczy. Do konfrontacji siłowej nie doszło, bo Kosmowski zrobił krok w tył: opuścił gmach WRN, ale nie odstąpił od walki o „sanację” w województwie. Parę dni później, 24 listopada, podczas posiedzenia nadzwyczajnej sesji WRN w Bielsku-Białej, powołano komisję, której zadaniem było zbadanie zarzutów zgłoszonych przez MKZ NSZZ „Solidarność” Region Podbeskidzie wobec przedstawicieli władzy.

Centrum akcji związkowej stała się świetlica Zakładów Przemysłu Wełnianego „Bewelana”, gdzie zebrały się delegacje z większych zakładów pracy regionu. Od początku przyjęto założenie, że decyzje strony związkowej będą wynikiem konsensusu przedstawicieli poszczególnych komisji zakładowych Solidarności, a prowadzone obrady będą miały jawny i otwarty charakter. Determinacja związkowców została zauważona, gdyż do Bielska-Białej przybyła rządowa komisja kierowana przez ministra Józefa Kępę. Podczas gorących rozmów ustalono, że powołana na sesji WRN komisja uzupełniona o delegatów Solidarności zbada wszystkie postawione zarzuty. Władze liczyły, że przeciągając sprawę, zniechęcą związkowców i konflikt szybko wygaśnie. Mimo trudności komisja rozpoczęła prace, które zostały zakończone przyjęciem raportu dopiero 23 stycznia 1981 r. Zawierał on wykaz nadużyć popełnianych przez czołowe postacie z nomenklatury partyjnej. Największe nieprawidłowości dotyczyły podziału i sprzedaży budynków przez miasto Bielsko-Biała osobom fizycznym. Oczywiście nie chodziło o szarych obywateli miasta i województwa, ale o osoby wysoko postawione w MO, administracji państwowej czy miejscowych strukturach PZPR.

Związkowcy doszli szybko do wniosku, że WRN nie jest w stanie dokonać zmian kadrowych w aparacie administracyjnym i partyjnym, więc 18 stycznia 1981 r. MKZ zażądał przyjazdu kompetentnej rządowej komisji, która rozpatrzyłaby zarzuty postawione przedstawicielom partyjnych władz miasta i regionu. Z Warszawy napłynęły głosy, aby zaczekać do kolejnej sesji WRN. Konkluzje z sesji miały ewentualnie skłonić rząd do podjęcia decyzji. Związkowcy odczytali to, i słusznie, jako kolejną próbę przeciągnięcia przez władzę sprawy. Uznano, że nadszedł czas działania; 22 stycznia odbyło się spotkanie przedstawicieli komisji związkowych ze 116 największych zakładów pracy Podbeskidzia. Argumentem, który miał nakłonić decydentów z Warszawy do przyjazdu do Bielska-Białej, było wprowadzenie pogotowia strajkowego. O eskalacji napięcia świadczy fakt, że 26 stycznia MKZ przekształcił się w Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS). W jego skład weszli delegaci 54 wytypowanych zakładów pracy z Bielska-Białej, Żywca, Skoczowa i Oświęcimia. Tego samego dnia odbył się strajk ostrzegawczy w wyznaczonych zakładach, zlokalizowanych głównie w Bielsku-Białej i Żywcu. Związkowcy wiedzieli już, że czeka ich walka, dlatego przystąpili do intensywnych przygotowań organizacyjnych do strajku generalnego, który miał się rozpocząć następnego dnia.

O strajku